31 maja, 2016

TheBalm - The Manizer Sisters


Słynne siostry Manizer od TheBalm! Sama nie wiem czy byłam zainteresowana dwiema pozostałymi tak jak Mary-Lou, czy chęć przetestowania była silniejsza ode mnie... Decyzja była ciężka, a wszystkie siostry kuszące. Ucieszyłam się jak zobaczyłam, że można mieć siostry Manizer razem. Same przyznajcie, że opcja 3w1 może być genialnym rozwiązaniem. Ale czy jest? 
Czytajcie dalej :)




Zacznę od Betty-Lou. Taka byłam zakochana w Mary, a jak otworzyłam paletkę to bardzo zaciekawiła mnie Betty. Od razu przeszłam do testowania. Dziwny produkt bo bardzo ciemny, bardzo złoty. Jak go używać? Jako bronzer za dużo złotych mikrodrobinek, jako rozświetlacz za ciemny. Zaczęłam testować i się poddałam - nie jest to produkt dla mnie.

Mieliśmy dość piękny kwiecień, upalny maj. Jak wiadomo pojawia się pierwsza opalenizna. Wtedy też nastał wielki powrót do Betty. Miłość to nie jest, ale lubimy się. Co raz częściej zdarza mi się go używać. Produkt jest tak napigmentowany, że nakładam go odrobinkę, by podkreślić opaleniznę. Lekko rozświetlona cera, delikatnie muśnięta słońcem. Gdy mam więcej czasu na makijaż to lubię się nim pobawić. Na co dzień na makijaż mam mało czasu, więc stawiam na inne produkty, z którymi długo nie muszę pracować.




Cindy- Lou Manizer to produkt, który zaciekawił mnie zaraz po Betty. Piękny róż, z malutkimi złotymi drobinkami. Jako rozświetlacz sam w sobie to w ogóle się dla mnie nadaje. Cindy nałożona na szczyty kości policzkowych wygląda jakbym nieźle zaszalała z różem.
Mimo wszystko lubię Cindy, bo Cindy dla mnie jest ślicznym różem. Jak nie mam czasu lub ochoty nakładać rozświetlacza to Cindy jest fajnym rozwiązaniem. Nie dość, że służy mi jako róż, to dość ładnie, nienachalnie rozświetla cerę. Twarz wygląda wtedy na świeżą i promienną.

Duże TAK!



Na końcu jak przystało - wisienka na torcie. Mary-Lou Manizer. Trio dotarło do mnie tylko ze względu na tę siostrę. Przepiękny rozświetlacz! Szampański. Na skórze piękna rozświetlająca tafla. Na szczytach kości policzkowych, na łuku kupidyna, na nosie, w wewnętrznych kącikach oczu, jako cień na środku powieki. Wszędzie wygląda idealnie. Pięknie rozświetla, orzeźwia cerę. Twarz wygląda na wypoczętą, jest rozświetlona ale nie chamsko błyszcząca. Produkt idealny :)




 Poniżej swatche. Musicie przyznać, że mimo wszystko nie da się tych produktów nie kochać. Są mocno napigmentowane i bardzo trwałe. Wytrzymują spokojnie cały dzień w nienaruszonym stanie. Cindy się uparła i na zdjęciach poniżej wychodzi na łososiową, w rzeczywistości jest nieco żywszym różem. Porównuję i uważam, że zdjęcia powyżej idealnie oddają jej realny kolor.




Jeśli chodzi o konsystencję to Mary jest miękka i aksamitna pod palcami. Pozostałe siostry są bardziej zbite. Jak je dotykamy to może się wydawać, że ciężej nabierają się na pędzel. Jest to tylko złudzenie pod palcami.




Podsumowując każdą siostrę lubię. Nie pałam już entuzjazmem z posiadania ich trzech razem, w jednej palecie. Mary skradła serca dużej rzeszy kobiet, wcale się nie dziwię. Tak jak bez niej ciężko żyć, tak spokojnie poradziłabym sobie bez Cindy i Betty.
Tę paletę otrzymałam w prezencie, ale pewnie za jakiś czas dotrze do mnie sama Mary. W domu nie stwarza mi problemu używanie tej palety, ale myślę o wyjazdach. Zabieram całą paletę ze względu na Mary-Lou.
Mimo to, przetestowałam na skórze wszystkie trzy i spokojnie mogę spać po nocach.

Buziaki, M.

19 komentarzy:

  1. zazdro, tez chciałam sobie kupić... ale nie! będę się trzymać, że zbieram na wyjazd! Przez ciebie zaraz polecę do sklepu i kupię to cudo za moje zaskórniaki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej zbieraj na wyjazd! Paletkę jeszcze zdążysz kupić :)

      Usuń
  2. Jaki piiiiigment <3 bardzo falnie wygladaja na swatchach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. łał wyglądają fantastycznie! moje kolory ach:D obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ładne kolorki :) ostatnio to tylko takie odcienie mi się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkie 3 siostry razem :) najlepsze rozwiązanie :)

    OdpowiedzUsuń